Picnic in the park



Picnic in the park, Yankee Candle. Piknik kojarzy mi się z hodowlą kucyków szetlandzkich. Niedaleko wybrzeży Grecji, na Morzu Jońskim, jest najbardziej znana hodowla tych przesympatycznych stworzeń. Wyspa nazywa się Becuma i jest wielką atrakcją turystyczną.
Rzesze odwiedzających udają się promem na Becumę, gdzie mogą spędzić długie godziny w towarzystwie łagodnych kucyków. Każdy odwiedzający dostaje kocyk, który rozkłada na łące, pełnej dzikich kwiatów. Można oczywiście zabrać ze sobą kosz piknikowy, wypełniony mango, kokosami i truskawkami. Ku uciesze kucyków, które chętnie towarzyszą gościom w uczcie (no, może najmniej lubią kokosy). A teraz bach, kończymy, bo pewnie wszystkie czytające post kucyki szetlandzkie, przecierają słodkie oczy ze zdziwienia. Nie ma Bacumy, nazwę wzięłam przypadkowo ze ,,Słownika mitologii celtyckiej”, strona 36, nie ma Morza Jońskiego, a w Grecji nie byłam. A Szetlandy są trochę dalej. Ale, jak Yankee obiecuje relaks, przy mango, truskawkach i kokosie, a daje nam nieokreśloną, przykurzoną plastikowość, to ja chyba też mogę popłynąć w bajki i legendy. I jeszcze, tak na koniec, przepraszam miłośników mitów celtyckich i przepraszam wszystkie kucyki szetlandzkie (na zgodę macie portrecik, z truskawką, mango i małym kokosem-małym, bo wiem, że nie lubicie).

A teraz, mam dla Was niespodziankę- ponieważ piknik w parku okazał się niewypałem, na pocieszenie, popełniłam opowiadanie kryminalne. Spokojnie, wiem, że piszę do osób wrażliwych, rozlewu krwi nie będzie. Poczekam, chwilę, skoczcie po colę i popcorn, macie, to zaczynamy. Czytamy uważnie, bo to opowiadanie zagadka- jakie zapachy z oferty Yankee zostały dyskretnie ulokowane w tekście?

Przed sklepem ,,Niewidzialne Światło”, w małym miasteczku w hrabstwie Hidalgo, tam gdzie kończy się tęcza, pojawiły się sępy. Jak co wieczór, krążyły przed drzwiami i wypatrywały właściciela. Poczciwy John Candle prowadził swój butik ze świecami od prawie 20 lat. Był powszechnie lubiany przez mieszkańców, a kolekcjonerzy przybywali z całych Stanów po pachnące unikaty. Ostatnio John rozszerzył swoją działalność o sprzedaż wysyłkową do takich egzotycznych krajów jak Polska. Okazało się to strzałem w dziesiątkę i kilogramy wosku miesięcznie przemierzały Atlantyk, by trafić do rąk rozentuzjazmowanych fanatyków. Hitem stała się zielona świeca z koniczyną na etykietce. John był przekonany, że jest to związane z kultem świętego Patryka w Polsce i zacierał ręce, gdy odbierał kolejne zamówienia. I właśnie przed tym sklepem pojawiły się sępy. Sępy, to koty, które co wieczór, z bardzo dobrym skutkiem, sępiły jedzenie od poczciwego właściciela. Ale on nie pojawił się przed drzwiami, nie dzisiaj. Dzisiaj na podjeździe zaparkował rudy jaguar. Nie, nie rudy, czarny, ale potwornie zardzewiały. ,,To będzie długa noc”, pomyślał Ted Mordor, gasząc silnik. W jego aucie unosił się zapach dla prawdziwych twardzieli, w przedniej szybie odbił się wielki biały księżyc. Ted był gwiazdą wśród oficerów śledczych, setki rozwiązanych spraw i żadnej fuszerki na koncie. ,,Idiota”, pomyślał Mordor, ,,przydzielili mi do sprawy idiotę”, wymamrotał, gdy zobaczył wątłą postać Sama Thina, który z marnym skutkiem próbował otoczyć sklep policyjną taśmą. Sam dostrzegł szefa, wyplątał się z plastikowej wstęgi i podbiegł w stronę jaguara. ,,Musi to szef zobaczyć, prawdziwa masakra!”. Ted podążył za swoim pomocnikiem. Weszli do środka. To, co tam zobaczyli, przekraczało znacznie obrazy z horrorów. Całe pomieszczenie zalane było czerwonym woskiem, a na środku leżało coś, co kiedyś było świecą w szklanym słoju. ,,Gdzie trup?”, spytał chłodno Ted. ,,Nie ma”, odparł Sam. ,,John Candle miał cholerne szczęście, leży w szpitalu i dochodzi do siebie”, ,,nic nie pamięta” dodał szybko Sam, uprzedzając pytanie szefa. ,,Coś zginęło?”, spytał Mordor, wciągając w nozdrza zapach najprawdziwszej róży. Zginęło wszystko, cały pachnący asortyment. ,,Mamy napad stulecia”, pomyśleli obaj. ,,Zabezpieczyć ślady, informować mnie na bieżąco”. Ted odwrócił się i wolnym krokiem zmierzał w stronę jaguara. Jego wierny pomocnik pomyślał przez chwilę, że z pokaźną pensyjką oficera śledczego mógłby w końcu wymienić tego starego złoma.
Parę dni później- mimo usilnych wysiłków śledztwo utknęło w martwym punkcie. Ślady znalezione w sklepie okazały się przekraczać możliwości laboratorium. Wprawdzie odkryto, że mikroplamka na progu to nic innego, jak powidło, ale i to był ślepy zaułek.
Parę miesięcy później- dzwonek telefonu wybudził z letargu Teda Mordora. To był Sam Thin. ,,Szefie, umorzyli, sprawa Candle’a, góra mówi, że ani centa nie da więcej na nią, sprawa im śmierdzi, ale to koniec.” ,,Zrozumiałem”, Ted odłożył słuchawkę. Powoli rozluźnił zaciśniętą pięść, uwalniając z potrzasku pączka, a raczej żałosny, lepiący się zlepek, jaki po nim został. W powietrzu unosił się zapach ogrodowego groszku, który przypominał Tedowi piękne czasy w akademii.
Epilog. John Candle ma się dobrze, zrezygnował jednak ze sprzedaży świeczek, zajął się spokojniejszym biznesem. Otworzył sklep z bronią palną, dobrze mu idzie.
Sam Thin ma się też dobrze, pnie się po kolejnych szczeblach kariery, mówi się nawet, że wkrótce obejmie dowodzenie nad pionem śledczym.
Ted Mordor przeszedł na zasłużoną emeryturę i zniknął. Powiadają, że pisze książkę o zbrodni doskonałej.



16 komentarzy:

  1. Ciekawa jestem jak pachnie :) jeszcze nie miałam z nim przyjemności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też byłam ciekawa, ale jak się okazało, ciekawość pierwszym stopniem do...;)

      Usuń
  2. Masz bardzo lekkie i przyjemne "pióro" :). Co do wosku, to mam w szufladzie.... Czeka, bo jakoś nie mam chęci by go na razie wrzucać do kominka. Na zimno jednak nie do końca mi podchodzi. Taki jakiś... drzewno-ananasowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Lady:) Mnie rozczarował totalnie,wietrzyłam pokój:)

      Usuń
  3. piknik w parku - ciekawe jak odebrał by ten wosk mój nosek:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można testować, ale raczej szału nie ma ;)

      Usuń
  4. przymierzam sie do woskow,ale musze kupic kominek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie :) Tylko kominek trzeba wybierać rozważnie, za niski może zniechęcić do wosków na długo:)

      Usuń
  5. Ty to masz talent to pisania :D Aczkolwiek zapach pikniku w parku jakoś super fajnie mi się nie kojarzy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Piknik w parku u mnie już nie zagości ;)

      Usuń
  6. Oj tak, piszesz na pewno nietuzinkowo ;))
    A tego zapachu niestety nie mam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iriis, uwierz mi mała strata z tym piknikiem:)

      Usuń
  7. Ciekawy post, napisany lekko i przyjemnie, wiele wosków poznałam, ale tego nie:)

    OdpowiedzUsuń